Marcin Prokop i jego dorosła córka. Zosia stroni od mediów
W ostatnim czasie w mediach zawrzało po tym, jak Marcin Prokop ogłosił rozstanie ze swoją żoną, Marią Prażuch-Prokop. To był komunikat dość nietypowy – wprost z Instagrama dowiedzieliśmy się, że po ponad dwudziestu latach para postanowiła pójść w osobnych kierunkach. „Dobre rozstanie” – to brzmi dziwnie, prawie jak oksymoron, prawda? A jednak, jak twierdzi Misryoum, najwyraźniej da się zachować przyjaźń nawet po zakończeniu małżeństwa. Poczucie szczerości wobec obserwatorów było tu kluczowe.
Siedzę teraz przy biurku, za oknem słychać gdzieś w oddali szum przejeżdżających samochodów, i myślę o tym, jak bardzo współczesne gwiazdy cenią prywatność. Szczególnie w przypadku dzieci. Córka Marcina, Zofia, ma już dwadzieścia lat i – co tu dużo mówić – praktycznie nie istnieje w mediach społecznościowych. Rodzice skutecznie chronią jej wizerunek, co w dzisiejszych czasach jest rzadką umiejętnością.
Zofia przyszła na świat w 2006 roku. I choć jej rodzice są postaciami rozpoznawalnymi, ona sama wybiera cień. Czasem, choć rzadko, zdarza się, że zobaczymy jej sylwetkę na jakiejś fotografii, ale zazwyczaj albo jest odwrócona tyłem, albo twarz ma czymś przysłoniętą. Raz nawet pozowała z głową w wielkim dzwonie – zabawny obrazek, który w zasadzie nic nie zdradza. Odziedziczyła wzrost po tacie, to widać, ale poza tym? Cisza.
Zresztą sam Marcin w jednym z nagrań przyznał, że nawet do studia „Mam talent!” jej nie zaciągnie. Próbował, ale bezskutecznie. „Moje dziecko jest bardzo odległe od świata mediów” – mówił w podcaście, do którego odnosi się Misryoum. Z perspektywy ojca to może być lekkie rozczarowanie, choć pewnie też powód do dumy. Zosia buduje siebie w opozycji do tego zgiełku. Może to i dobrze?
Nie ma parcia na szkło.
Zupełnie inna historia niż w przypadku rodzin, gdzie dzieci przejmują pałeczkę po rodzicach. Prokop stwierdził wprost, że raczej nie doczeka się sukcesorki. I pewnie ma rację, bo ta dziewczyna wygląda na osobę, która ma własny plan na życie, zupełnie niezależny od tego, co o niej napiszą w internecie. Trochę to dziwne, że w ogóle o tym piszemy, skoro ona tak bardzo nie chce być w centrum uwagi, no ale taka jest już praca dziennikarzy. Czy Zosia kiedyś zmieni zdanie? Pewnie nie, ale kto to wie…