Naturalne bariery zamiast betonu? Naukowcy mają plan, ale eksperci są sceptyczni

Pomysł brzmi niemal jak z filmu przyrodniczego, a nie z podręcznika strategii wojskowej. Grupa badaczy wystąpiła z propozycją, by zamiast budować drogie betonowe rowy przeciwpancerne, wzdłuż granic – również w Polsce – przywracać naturę. Mówimy tu o torfowiskach, gęstych lasach i terenach podmokłych. Tak, dokładnie tych, które zazwyczaj osuszamy, żeby budować autostrady czy pola uprawne. Teraz miałyby pełnić rolę tarczy.
Według badaczy, takich jak Sam Jelliman czy Brian Schmidt, „obronna renaturyzacja” to strzał w dziesiątkę. Wyliczyli oni, że koszt kilometra takiego „zielonego pasa” to maksymalnie 540 tys. funtów. Betonowe fortyfikacje? Nawet 3 miliony. Różnica jest kolosalna, nie tylko dla portfela, ale i dla środowiska. Brzmi idealnie, prawda? A jednak, coś tu nie gra, kiedy tylko zaczynamy wchodzić w szczegóły.
Słyszę ten szelest liści i czuję wilgoć, gdy wyobrażam sobie czołgi utykające na bagnach. Badacze przywołują historię – na przykład bagna Prypeci z 1941 roku. Faktycznie, Wehrmacht miał tam pod górkę. Ale czy dzisiejsza technika, z dronami i systemami rozpoznania, naprawdę przejmie się błotem tak samo, jak piechota sprzed osiemdziesięciu lat? No właśnie.
I tu pojawia się krytyka. Iwan Kyryczewski, ekspert wojskowy, nie zostawia na tym pomyśle suchej nitki. Mówi wprost, że na papierze to wygląda świetnie, ale w praktyce to mrzonka. Twierdzi, że czasu na „hodowanie” lasu przed ewentualną inwazją po prostu nie mamy, a koszty mogą być zupełnie inne, niż te wyliczone przez naukowców przy kawie. Może i natura jest sprzymierzeńcem, ale czy na pewno jest to najpewniejsza linia frontu?
Misryoum sprawdziło: Jelliman przekonuje, że rozmowy z ministerstwami trwają, a kraje takie jak Estonia czy Finlandia już patrzą na to przychylnym okiem. Być może to element szerszej układanki, gdzie 1,5 proc. PKB na odporność można zainwestować w mokradła, które przy okazji pomogą klimatowi. Choć z drugiej strony, gdy czołg wjeżdża na pole, ostatnią rzeczą, o którą martwi się dowódca, jest retencja wody w glebie.
Zastanawiające jest to, jak bardzo próbujemy znaleźć tanie wyjście z trudnej sytuacji geopolitycznej. Czy to desperacja? A może po prostu innowacyjne podejście do bezpieczeństwa? Choć szczerze mówiąc, historia lubi się powtarzać, ale rzadko w ten sam sposób – więc traktowanie lasów jako ostatecznej przeszkody może być nieco… ryzykowne. Zobaczymy, czy ktoś z wojskowych decydentów odważy się na ten eksperyment, czy pomysł zostanie tylko w sferze akademickich publikacji. Pewnie to drugie, choć kto wie.