Natsu i jej strach o relację z Wojtkiem Kuciną. “Boże, ja nawet nie chcę o tym myśleć”
Natsu ma za sobą przygodę z parkietem. Choć odpadła z programu po piątym odcinku, to zdecydowanie nie wyszła z niego z pustymi rękami. Znalazła tam przecież Wojtka Kucinę, swojego tanecznego partnera, z którym połączyło ją coś więcej niż tylko praca nad krokami. Pamiętam, jak opowiadała niedawno w wywiadzie – a przynajmniej tak mi się kojarzy – że to wszystko wyrosło z czystej przyjaźni. Niby klasyka, ale jednak coś w tym jest, że najtrwalsze rzeczy zaczynają się od wspólnego śmiechu na sali treningowej.
Słychać było w jej głosie spokój, kiedy mówiła o tych początkach, ale ostatnio sytuacja nieco się zmieniła.
Teraz, gdy w grę wchodzi kolejna edycja programu, atmosfera robi się gęstsza. Natsu nie ukrywa, że perspektywa ponownego udziału Wojtka w show – który przecież jest wycieńczający – budzi w niej pewien niepokój. I nie chodzi tu tylko o zmęczenie materiału, ale o zwykłą ludzką zazdrość, o której mówi z zaskakującą szczerością. “Jestem bardzo terytorialna”, przyznała w rozmowie na kanale Przemka Pro. To mocne słowo, prawda? Terytorialna. W dzisiejszych czasach rzadko kto tak otwarcie definiuje swoje zasady w związku, a ona to robi bez owijania w bawełnę.
Siedząc tak przy kawie, czując ten specyficzny zapach palonych ziaren, zastanawiam się, czy to w ogóle możliwe – w pełni zaufać, gdy ukochany spędza całe dnie w ramionach kogoś innego na parkiecie? Natsu twierdzi, że stara się nie wybiegać w przyszłość. “Boże, ja nawet nie chcę o tym myśleć”, rzuciła z pewną dozą rezygnacji, choć zaraz potem dodała, że jako dorosła osoba bierze pełną odpowiedzialność za to, w co weszła. Zawód tancerza to nie jest przecież praca w biurze od dziewiątej do siedemnastej.
Może to tylko kwestia czasu, aż wypracują jakiś system? Albo może to po prostu życie, które pisze scenariusze, których nawet my – obserwatorzy – nie potrafimy do końca przewidzieć. Czasem mam wrażenie, że te wszystkie medialne relacje są tak kruche, że wystarczy jedno niewłaściwe spojrzenie albo zbyt późny powrót z treningu, żeby wszystko zaczęło się sypać. Ale z drugiej strony – może za bardzo dramatyzuję?
Natsu mówi, że muszą wyznaczyć granice. Tylko gdzie je postawić, żeby nie ograniczać drugiego człowieka, a jednocześnie samemu nie zwariować? Trudny temat. Misryoum będzie przyglądać się temu, jak ta dwójka próbuje pogodzić światło reflektorów z prywatnością, choć szczerze mówiąc, to może być trudniejsze, niż się wydaje. Albo może wcale nie będzie? Zobaczymy.