Morawiecki nie odpuszcza: stowarzyszenie to „merytoryczna opozycja”
Wewnątrz PiS znowu iskrzy, a w korytarzach słychać cichy szum niepokoju. Mateusz Morawiecki nie zamierza składać broni – a właściwie dokumentów, bo te już trafiły do odpowiednich urzędów. Były premier twardo stoi przy swoim nowym stowarzyszeniu, przekonując, że to nie jest żaden bunt, tylko metoda na dotarcie do wyborców, którzy gdzieś po drodze zniknęli.
Siedzę przy biurku, słuchając szumu klimatyzacji, i zastanawiam się, czy w dzisiejszej polityce w ogóle da się jeszcze grać do jednej bramki, gdy każdy chce mieć własną piłkę. Morawiecki mówi wprost: „Chcę zbierać ludzi”. Liczy na młodych, na tych, którzy odpłynęli, i na wszystkich, których standardowa partyjna oferta już nie łapie za serce. Chce merytorycznej krytyki, chce niewygodnych pytań. Albo przynajmniej tak to przedstawia.
Tylko że centrala ma inne zdanie. Rafał Bochenek, rzecznik partii, wypalił bez ogródek: to jest sprzeczne ze statutem i będą konsekwencje. Dyscyplinarne. Mocne słowa, prawda? A Morawiecki? Podchodzi do tego ze spokojem, niemal stoickim. Twierdzi, że to nieporozumienie, że wystarczy więcej uśmiechu, mniej nerwów. Choć, umówmy się, w polityce „więcej uśmiechu” rzadko oznacza koniec problemów. Raczej ciszę przed kolejnym starciem.
Cała ta sytuacja z „przeciąganiem liny” – jak sam to nazwał – wygląda na próbę zaznaczenia terenu. Były premier chce przebijać „bańki”, co brzmi szlachetnie, ale czy to realna strategia, czy tylko kolejna odsłona wewnętrznej gry o wpływy? Trudno powiedzieć, czy on sam wierzy w to, że partia go tak po prostu zostawi w spokoju.
Może to tylko taktyka, może wyczuł, że bez oddzielnego szyldu nie przebije się już do tych, których potrzebuje? W każdym razie – stowarzyszenie trwa, papiery leżą na stole.
Czy to faktycznie wzmocni PiS, czy raczej ostatecznie podzieli środowisko? Na razie wszyscy czekają na ruchy władz partii, bo przecież statut to statut, a lojalność w partyjnych strukturach bywa cenniejsza niż jakiekolwiek „merytoryczne” inicjatywy. Będziemy to śledzić w Misryoum, choć mam wrażenie, że to dopiero początek tej telenoweli.